List Czytelniczki: Gdy będą autobusy - będą też pasażerowie

12 czerwca 2018; 21:23

Grojec24.net

3 komentarze

Dworzec autobusowy PKS Grójec

Pani Anna (nazwisko do wiadomości Redakcji Grojec24.net) napisała o problemach mieszkańców gminy Pniewy z dojazdami do szkół i miejsc pracy.

Szanowna Redakcjo.

Napisałam o problemach mieszkańców gminy Pniewy z dojazdami do szkół i miejsc pracy. Autobusy jeżdżą tylko w dni robocze i nie dojeżdżają do większości miejscowości gminy. Wójta i radnych nie interesuje ta sprawa. Permanentnie dowozy uczniów do szkół organizowane są jako "zamknięte przewozy" - jakby na złość mieszkańcom, którzy nie mogą tymi autobusami się przemieszczać. Ich nie interesuje również to, że do wsi CYCHRY zajeżdża tylko jeden PKS dziennie i tylko w dni szkolnej nauki. Jaki w tym sens?! Wystarszy tylko wydłużyć do CYCHR kursy Grójec-Ciechlin. Z wnioskiem do PKS muszą wystąpić radni i wójt, a im na tym nie zależy. Tu nie nakłady są potrzebne, lecz zaanagażowanie lokalnej władzy. Gdy będą autobusy - będą też pasażerowie.

Przeczytałam 3 artykuły o "wiejskich" kursach PKS w PL:

http://wyborcza.pl/7,155287,23107146,mieszkancy-miasteczek-i-wsi-jezdza-do-pracy-gimbusem-bo-nie.html

http://www.transport-publiczny.pl/wiadomosci/publiczny-transport-zbiorowy-w-polsce-studium-upadku-58517.html

http://www.transport-publiczny.pl/wiadomosci/majewski-budujemy-cpk-nie-mamy-pks-58660.html

Warto zwrócić uwagę na n/w fragmenty:

"Szkolny autobus to w wielu gminach jedyny środek transportu. Tylko uczniom wolno nim podróżować, chyba że samorząd otwiera przewozy szkolne dla wszystkich, likwidując białe plamy transportowe. (...) Dla wielu mieszkańców ostatnim ratunkiem są przewozy szkolne. Samorządy mają obowiązek, z własnych pieniędzy, organizować dowóz dzieci do szkół, jeśli są odległe o co najmniej 4 km od domów dzieci. Ale pozostałym mieszkańcom tzw. gimbusami nie wolno jeździć. Kierowcy czasem przymykają na to oko i, za kilka monet, pozwalają wsiadać wszystkim, choć to wbrew przepisom."

"W ciągu dekady od wprowadzenia gimnazjów, każdego roku przekazywano gminom centralnie kupowane „gimbusy”. Działanie poniekąd słuszne i godne pochwały miało jednak jedną wadę. Otrzymywane przez gminy autobusy mogły być wykorzystywane wyłącznie do przewozu uczniów. Lokalni przewoźnicy utracili część rynku, a stałym widokiem na polskiej prowincji stał się mknący lokalną drogą, pusty "gimbus", za którym jechał autobus "rejsowy". Piszę celowo w formie przeszłej, bowiem z czasem coraz rzadziej za autobusem szkolnym pojawiał się kurs regularny."

"Uczniowie stanowią coraz mniejszą liczbę ludności, ale będąc coraz mniejszą liczbowo grupą pasażerów zwiększają swój udział w ich całkowitej liczbie (dwukrotny wzrost w ciągu dekady). Większość z nich po osiągnięciu pełnoletności zdobywa uprawnienia do prowadzenia samochodu osobowego nabywa go je w celu codziennego dojeżdżania do pracy. W ten sposób od lat komunikacja publiczna utraciła i nadal traci swoje znacznie przy dojazdach do pracy. Posiadanie samochodu na terenach wiejskich staje się w praktyce warunkiem uzyskania zatrudnienia – kandydaci nie posiadający dostępu do samochodu są odrzucani na etapie rekrutacji. Również wybór szkoły ponadgimnazjalnej/ponadpodstawowej warunkowany jest nie aspiracjami zawodowymi, lecz możliwością dojazdu. W wielu przypadkach uczniowie decydują się na zamieszkanie w internacie, mimo że odległość pomiędzy szkołą a domem nie przekracza 20-30 km."

"– (...)są w Polsce osoby, które z różnych przyczyn nie będą w stanie wyrobić sobie prawa jazdy i pojechać autem, choćby ze względu na dysfunkcję wzroku. Osoby te, tak jak osoby z różnymi niepełnosprawnościami, są w sytuacji koszmarnej i cierpią najbardziej na likwidowanej ofercie PKS, zostają więźniami we własnych domach – mówi Figiel. Przy okazji pokusił się o ocenę nowelizacji Ustawy o Publicznym Transporcie Drogowym."

"– Do gimbusów, które wożą uczniów nie mogą wsiąść pasażerowie z wiosek, bo ktoś uznał, że przewóz zamknięty jest najlepszym rozwiązaniem, choć to rozwiązanie prawie nieznane w Europie, zwłaszcza jeśli stosowane jest na obszarze tzw. pustyń transportowych. Grzechem samorządów jest także to, że przez lata nie organizowały przetargów na przewozy a zlecały je drogim, za to lokalnym wykonawcom. Tymczasem można na tym oszczędzić do 30% pieniędzy – mówił Majewski."

Jakbym czytała o gminie Pniewy... Uważam, że problem nie jest błahy. Nie każdy może prowadzić swój samochód.