facebook
Dzisiaj jest: Poniedziałek, 24 listopada 2014 r.





Wyjazd marzeń na mecz Liverpoolu

dodane 1 sierpnia 2013, 09:49

Na inaugurację portalu, a szczególnie działu sportowego, zapraszam Państwa do przeczytania mojej relacji z wyjazdu na mecz Liverpoolu ze Stoke City, na którym byłem w październiku zeszłego roku.

Nazywam się Błażej Korczak i będę odpowiedzialny za Sport na stronie. Obecnie piszę jeszcze na MazowszeGrojec.pl i LFC.pl.

Na pewno wiele ludzi w naszym mieście kibicuje zagranicznym drużynom, ale nie miało okazji wybrać się na taki mecz. Jeśli jednak ktoś już był na takim, to zapraszam do przesyłania relacji na - blaise.lfc@gmail.com, a na pewno umieszczę ją na stronie.

Zorganizowanie wyjazdu na takie spotkanie nie jest aż tak bardzo trudne. Podstawową rzeczą jest posiadanie karty kibica, którą używamy podczas wejścia na stadion tak jak w przypadku meczów Legii. Zamawiamy ją na oficjalnej stronie klubu i przychodzi do nas pocztą. Później kupujemy bilet na odpowiedni mecz. Właśnie to jest najtrudniejsze zadanie. Czasamy przy dużym natłoku, mogą paść serwery, dlatego walka o wejściówki jest niesamowita.

Wszystko robimy przez Internet. Sprzedaż wejściówek rusza jakieś 21 dni przed meczem. Bilety można także nabyć w lipcu-sierpniu na rundę jesienną i grudniu-styczniu na rundę wiosenną. Wtedy jest większa szansa, że uda kupić się wejściówki. Każdy klub może mieć inny tryb sprzedaży biletów, w tym celu zachęcam do odwiedzenia odpowiednich stron klubowych. Wydaje mi się jednak, że większość drużyn ma podobny sposób do Liverpoolu.

Drugą sprawą jest transport, najczęściej samolot no i nocleg. Niektórzy kibice jednak tną koszty i dobierają sobie tak mecz, żeby rano przylecieć i wieczorem już wrócić, żeby ciąć koszty. Najważniejsze jest wybranie spotkania pod godziny i daty lotów, ponieważ później może być problem ze znalezieniem połączeń lotniczych, jeśli w pierwszej kolejności ktoś kupował bilet na mecz. Ten błąd popełniłem właśnie podczas organizowania tego wyjazdu.

Jeśli macie jakieś pytania w kwestii organizacji takich wyjazdów, to chętnie służę pomocą.

Po pięciu latach przerwy znowu zawitałem do Liverpoolu, jednak po raz pierwszy na Anfield Road. Przygotowania do mojego wyjazdu marzeń na mecz zacząłem już w lipcu, kiedy to ruszyła sprzedaż biletów na mecze the Reds w rundzie jesiennej. Przedtem musiałem nabyć membershipa (kartę kibica), aby zdobyć bilet na jedno z upragnionych spotkań. Najlepiej odpowiadał mi wyjazd na mecz ze Stoke City w ramach Premier League, który miał zostać rozegrany początkowo 6 października, ale został przełożony na dzień następny z powodu meczu Liverpoolu z Udinese w Lidze Europy 4 października (Przez to musiałem zmieniać datę lotu powrotnego). Wejściówkę na to spotkanie nie było trudno zdobyć z powodu klasy rywala i po 15 minutach czekania na serwerze stałem się szczęśliwym posiadaczem wejściówki na ten mecz. Pozostało jeszcze wykupić jakiś lot, nocleg i wycieczkę po stadionie. Zdecydowałem się na lot RyanAir'em. W pierwszą stronę z Krakowa do Liverpoolu, a z powrotem z Manchesteru do Katowic. Jeśli chodzi o nocleg, to zarezerwowałem sobie miejscówkę w hotelu Knowsley, który znajduje się 15 minut spacerem od Anfield. Blisko tego hotelu znajduje się także przystanek autobusowy i stacja kolejowa, więc bez problemu można dostać się do centrum w jakieś 10 minut.

 

I dzień - 5 października 2012

Z każdym dniem bliżej wyjazdu, miałem coraz lepszy humor, mając poczucie, że już niedługo po raz pierwszy życiu zobaczę swoją ukochaną drużynę w akcji. W piątek rano, 5 października dotarłem do Krakowa z Warszawy, gdzie z Balic udałem się w swoją powietrzną podróż do miasta Beatlesów. Do Liverpoolu dotarłem wczesnym popołudniem. Od razu po zameldowaniu w hotelu, udałem się ośrodka treningowego the Reds w Melwood, gdzie miałem nadzieję pierwszy raz zobaczyć moich ulubieńców, jednak okazało się, że pojawiłem się za późno, bo około 15, a piłkarze skończyli trening około 13 i został tylko trener razem ze sztabem. Przed bramą wjazdową do ośrodka spotkałem paru fanów Liverpoolu z Azji, którzy stali już od 12 i udało im sie zdobyć wymarzone autografy i fotki. Z rozmowy z nimi dowiedziałem się, że od niedawna mieszkają w Merseyside i w tym dniu po raz pierwszy odwiedzili Melwood. Naprawdę im wtedy zazdrościłem, ponieważ udało mi się tylko zrobić zdjęcie Rodgersa - trenera Liverpoolu, grającego luźną gierkę ze sztabem. Po odwiedzinach ośrodka treningowego udałem się do centrum miasta, aby po przechadzać się po tym pięknym i magicznym miejscu, jakim jest Liverpool. Na początku wpadłem na obiad do jednego z barów fas-food, aby przekąsić tradycyjne "fish and chips". Gdy już napełniłem żołądek, zabrałem się za zwiedzanie. Na początku udałem się przed St. George's Hall, potem przeszedłem się jedną z większych ulic handlowych, po drodze mijając budynki sądów, Victoria monument, ratusz, Royal Liver Building, aż dotarłem do Albert Dock, robiąc podczas tego spaceru wiele ciekawych zdjęć. W dokach po raz pierwszy na własne oczy zobaczyłem w pełni ukończoną Echo Arenę - hale koncertową - która podczas mojej ostatniej wizyty była jeszcze w budowie. Nie pominąłem także muzeum Beatlesów, które powinien odwiedzić każdy, kto przyjeżdża do Liverpoolu. Dodatkowo w dokach powstało jedno, bardzo ładne muzeum historii tego miasta. I tak o to zakończyłem swój pierwszy dzień w tym magicznym miejscu.

 

 

 

II dzień - 6 października

Już od rana byłem pełen wielu pozytywnych emocji, gdy miałem świadomość, że czeka mnie zwiedzanie świątyni futbolu, jaką jest Anfield Road. Przed pójściem na stadion Liverpoolu, udałem się zobaczyć stadion lokalnych rywali - Evertonu - jednak nie wzbudził on we mnie aż tak wielkiego podniecenia. Teraz szykowałem się na coś o wiele lepszego. Z każdym przebytym metrem, który dzielił mnie od "świątyni", moje serce biło mocniej, jednak na szczęście obyło się bez zawału. Pod stadion dotarłem trochę wcześniej, niż umówiona godzina spotkania na zwiedzanie, więc wciągnąłem się w wir zakupów w klubowym sklepie, z którego naprawdę nie miałem ochoty wyjść. Po szale zakupów nareszcie spotkałem się z panią przewodnik i resztą zwiedzających pod pomnikiem Billa Shankly'ego - słynnego trenera the Reds i chwilę później już wszedłem na stadion. Pierwszym miejscem, które zwiedziłem, była mała salka konferencyjna, która w przeszłości pełniła funkcję szatni. Następnie udałem się do tej obecnej szatni piłkarzy, w której zrobiłem sobie zdjęcia przy koszulkach z nazwiskami moich ulubieńców. Następnie nadarzyła się okazja do zrobienia sobie zdjęcia ze słynnym obrazem "This is Anfield", który wisi nad wejściem na murawę. Potem znalazłem się już na trybunie "Main Stand", na której miałem możliwość zasiąść na ławce rezerwowych. Następnie pani przewodnik zaprowadziła nas na trybunę "The Kop", na której na co dzień zasiadają najbardziej oddani fani the Reds, wspierając swoich piłkarzy głośnym dopingiem. Po zwiedzaniu pomieszczeń klubowych i trybun nadszedł czas na obejrzenie muzeum, w którym najbardziej podobał mi się film o Jerzym Dudku - bohaterze ze Stambułu - a także puchar Ligi Mistrzów. Po muzeum przyszedł czas na odwiedzenie pomnika Hillsborough, a także Shankly Gate. Zmęczony długim zwiedzaniem, odpocząłem chwilę w pobliskim Stanley Parku (Park ten jest granicą pomiędzy stadionami Liverpoolu i Evertonu). Po krótkim odpoczynku przeszedłem się po okolicach stadionu, odwiedzając przy okazji pub "Sandon", w którym swoje początki miał Liverpool FC. Po kwestiach piłkarskich przyszedł czas na zobaczenie pozostałych atrakcji. Odwiedziłem the Cavern Club, w którym Beatlesi dawali koncerty, chińską dzielnicę i Liverpool Cathedral - największą katedrę w Wielkiej Brytanii. Po męczącym zwiedzaniu przyszedł czas na zakupy. Podczas shoppingu bardzo spodobało mi się nowe centrum handlowe - Liverpool One - w którym jest masa fajnych sklepów. Miejsce naprawdę godne polecenia dla tej osoby, która naprawdę chce się obkupić. Dzień drugi zakończyłem na wieczornej sesji fotograficznej nad Dokami Alberta.

 

 

 

 

 

III dzień (mecz!) - 7 października

Nareszcie doczekałem się tego upragnionego dnia, w którym Liverpool na Anfield Road podejmie Stoke City. Od samego rana ludzie paradowali w czerwonych trykotach, ponieważ dla Anglików dzień meczu, to dzień święty. Wszyscy uśmiechnięci od ucha do ucha oblegali restauracje i puby, czekając w spokoju na mecz. Ja znalazłem jeszcze wtedy chwilę, aby zrobić ostatnie zakupy. Na stadion udałem się dwie godziny wcześniej, aby przywitać swoich ulubieńców. Udało mi się stanąć bardzo blisko autokaru i dzięki temu miałem piłkarzy Liverpoolu na wyciągnięcie ręki. Każdego z nich razem z innymi kibicami przywitałem gromkimi brawami. Po emocjonującym powitaniu od razu udałem się do mojego bloku wejściowego na stadion, aby przed pierwszym gwizdkiem jeszcze obejrzeć rozgrzewkę. Zająłem swoje miejsce na Centenary Stand, skąd był doskonały widok na rozgrzewających się piłkarzy. Podczas gdy podopieczni Brendana Rodgersa rozgrzewali się na murawie, kontuzjowany Lucas Leiva podpisywał autografy. Chwilę po gospodarzach na rozgrzewkę wyszli piłkarze Stoke City. Charlie Adam i Peter Crouch, którzy grali w przeszłości w barwach Liverpoolu, zostali przywitani gromkimi brawami. Każda upływająca minuta dzieliła mnie od upragnionego meczu, na którego myśl wszystko się we mnie gotowało. Najważniejszym wydarzeniem, które będę pamiętać do końca życia, było odśpiewanie przed rozpoczęciem spotkania hymnu LFC pt. "You'll Never Walk Alone". Była to dla mnie wzruszająca i podniosła chwila, w której nie ukryłem tego, że płaczę ze szczęścia. Potem mecz nareszcie się zaczął i przyszedł stres z powodu tego, co się dzieje na boisku. Od pierwszej minuty od razu uaktywnili się kibice na "The Kop", śpiewając znane przyśpiewki o Liverpoolu. The Reds w pierwszej połowie posiadali optyczną przewagę, jednak nie mieli klarownych sytuacji. Sytuacja zmieniła się w drugiej odsłonie. Sytuacje były, ale zabrakło zimnej krwi pod bramką. Najlepszą okazję miał Luis Suarez, który wykonał rajd środkiem boiska, minął trzech zawodników, ale uderzył obok bramki. Szczęścia próbował także Raheem Sterling, który trafił w słupek. Niestety mecz zakończył się bezbramkowym remisem i z tego powodu opuszczałem stadion rozczarowany, ponieważ liczyłem naprawdę na więcej, przynajmniej na jakieś 1:0. Jednak najważniejsze było to, że po raz pierwszy w życiu pojawiłem się na Anfield Road, aby wspierać swoją ukochaną drużynę. To, co działo na tym stadionie było magiczne, zresztą jak zawsze. To wszystko cały czas tkwi w mojej pamięci i kiedy teraz oglądam mecz w TV, naprawdę żałuję, że nie mogę być na każdym spotkaniu, bo to jest po prostu futbol i kultura kibicowania nie z tej Ziemi.

Od razu po meczu, musiałem już opuścić Liverpool, co naprawdę odebrałem z wielkim bólem, jednak wiem, że w najbliższej przyszłości tam powrócę. Z Merseyside udałem się pociągiem na lotnisko w Manchesterze, skąd rano w poniedziałek, miałem powrotny lot do Polski.

 

 

 

 

W styczniu tego roku także wybrałem się na spotkanie Liverpoolu z Norwich City, ale już nie sam. Towarzyszył mi drugi oddany fan Liverpoolu z Grójca. W przeciwieństwie do meczu ze Stoke, po tym spotkaniu wyszedłem z uśmiechem na twarzy. LFC wygrało gładko 5:0!

BŁAŻEJ KORCZAK

Komentarze (0)


Na razie nie ma żadnych komentarzy - Twój może być pierwszy!

Napisz komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Redakcja portalu Grojec24.net nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Każdego użytkownika obowiązują zasady komentarzy.

Przeczytaj również

Międzynarodowe Szkolenie Grójeckich Karateków

W dniach 14-16 listopada w Raszynie odbyło się Międzynarodowe Seminarium Karate z Japońskim Mistrzem Takayuki Kubota (10 dan). Asystentem Kuboty był jego osobisty uczeń Rod Kuratomi (7 dan). W szkoleniach wzięło udział ponad 160 karateków z Włoch, Serbii, Białorusi i Polski.

Osiem sparingów, obóz i pierwsze decyzje kadrowe

Poznaliśmy już plan gier kontrolnych Mazowsza Grójec podczas przygotowań do rundy wiosennej obecnego sezonu. Pod koniec stycznia piłkarze mają wyjechać na obóz treningowy.

Ndakiza strzela! Mazowsze wygrywa

Dzięki bramce Guyguy Pierre Ndakizy Mazowsze pokonało w ostatnim meczu rundy jesiennej 1:0 (0:0) Orła Wierzbicę.

W niedzielę ligowe ostatki z Orłem

W zaległym spotkaniu 16.kolejki Mazowsze Grójec podejmie na stadionie przy ul. Laskowej Orła Wierzbica.

Udany turniej młodych reprezentantów powiatu

W środę 12 listopada w hali piłkarskiej na Bemowie przy ul. Ks. Bolesława 1-3 grały kadry mazowieckie rocznik 2004 i 2005. Powiat grójecki w barwach ROZPN reprezentowało 6 zawodników.





Ankieta

Skąd głównie czerpiesz wiedzę na temat bieżących wydarzeń w Grójcu?

Alarm24

Wydarzyło się coś ważnego? Wyślij nam swoją informację

Panorama ziemi grójeckiej

  Projekt zrealizowany przez Stowarzyszenie Signovum we współpracy ze Starostwem Powiatowym w Grójcu w roku 2013. Wykonanie: Sztuka Kadru.
Reklama