W Powiatowym Centrum Medycznym w Grójcu w zatrważającym tempie ubywa doświadczonych lekarzy, za to do monstrualnych rozmiarów rozbudowywana jest administracja – alarmują członkowie Klubu Radnych Powiat Sprawny i Przyjazny.
– Mam wrażenie, że zarząd powiatu i kierownictwo spółki sami pogubili się w swoich działaniach. Nie jesteśmy informowani o strategii rozwoju szpitala, odnosimy wrażenie, że takowa nie istnieje. Stale ukrywany jest przed nami stan finansów Powiatowego Centrum Medycznego (PCM – szpitala w Grójcu) , a to zapewne dlatego, że się systematycznie pogarsza. Kiedy na komisji zdrowia rady powiatu zapytaliśmy panią prezes Marzenę Barwicką o dokumenty na ten temat, obraziła się i razem ze starostą Markiem Ścisłowskim opuścili salę – mówi Krzysztof Ambroziak, przewodniczący opozycyjnego Klubu Radnych Powiat Sprawny i Przyjazny (KRPSiP).
– To, że w grójeckiej spółce zacznie dziać się źle przewidywaliśmy w maju, kiedy zarząd powiatu zlikwidował, naszym zdaniem bezprawnie, radę nadzorczą w spółce Powiatowe Centrum Medyczne ( PCM )– zwraca uwagę Janusz Karbowiak, radny Z klubu Powiat Sprawny i Przyjazny . – Najprawdopodobniej radę nadzorczą spotkała kara za to, że nieprzychylnym okiem patrzyła na rozbudowę administracji spółki kosztem białego personelu. Zwyciężyła potrzeba namnożenia stanowisk dla kolegów i partnerów politycznych – dodaje.
Czystki i co dalej?
Najbardziej radnych opozycji w radzie powiatu niepokoi zmniejszająca się liczba lekarzy w placówce. Bo to już zahamowało rozwój szpitala, ale w perspektywie zagraża pacjentom.
– Nikt z nas nie wie, w którym kierunku podąży szpital. Pani prezes nie rozmawia z lekarzami. Jej zachowanie powoduje, że kolejne osoby odchodzą z pracy – zauważa Walid Tennou, przewodniczący grójeckiego oddziału terenowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Obecni i byli pracownicy PCM (szpitala) mówią o fatalnej, nerwowej atmosferze w placówce; niektórzy wspominają o zastraszaniu, boją się odzywać.
O efektach „dobrej zmiany” w szpitalu w połowie sierpnia przekonał się długoletni ordynator oddziału chorób wewnętrznych Zbigniew Binio. Od pewnego czasu przestrzegał kierownictwo spółki, że mała liczba lekarzy na jego oddziale (czterech, gdy optymalnie powinno być ośmiu) zagraża bezpieczeństwu pacjentów i może skutkować niewykonaniem kilkumilionowego kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Sam również szukał medyków zainteresowanych pracą na grójeckiej internie. W odpowiedzi od prezes Barwickiej otrzymał… wilczy bilet – został zwolniony dyscyplinarnie pod pretekstem złego poinformowania przełożonych o tygodniowym urlopie. – Zachowałem się zgodnie z panującym od wielu lat zwyczajem, zwróciłem się o ten urlop odpowiednio wcześnie. Poszedłem na wolne w pełnym przekonaniu, że wszystko zrobiłem prawidłowo i urlop został mi przyznany, a na oddziale pozostawiłem zastępstwo – przekonuje pracujący od 26 lat w grójeckim szpitalu Binio.
Po powrocie z tygodniowego urlopu pokątnie dowiedział się, że został zwolniony. Nie pomogła rozmowa z panią prezes, próby wyjaśnienia sytuacji, że chyba doszło do nieporozumienia. Nic nie dały także apele wojewódzkiego konsultanta chorób wewnętrznych i warszawskich władz izb lekarskich, związków zawodowych i pielęgniarek z grójeckiego szpitala o ponowne rozpatrzenie sprawy. – Sytuacja jest absurdalna. Absolutnie nie zasłużyłem na takie potraktowanie, co więcej kara była nieadekwatna do rzekomego przewinienia. Nie dano mi się nawet szansy na ustosunkowanie się do oskarżeń. W ciągu całego dotychczasowego okresu pracy nie otrzymałem nawet jednego upomnienia czy nagany. Oddałem sprawę do sądu pracy – mówi Zbigniew Binio.
Były ordynator uważa, że padł ofiarą „czystek” w szpitalu. – To tak, jakby cała akcja przeciwko mnie została wcześniej zaplanowana, szukano pretekstu, aby się mnie pozbyć – jest przekonany.
Na sierpniowej sesji rady powiatu starosta Marek Ścisłowski zasugerował, że w szpitalu działa wróg – „lekarze, którzy chcą go rozwalić od środka”.
Najważniejsze są etaty dla „swoich”
Przypadek Zbigniewa Binio okazał się tylko początkiem. W geście solidarności, ze szpitala zwolnił się zastępca ordynatora na oddziale wewnętrznym. Ponieważ na internie pozostało tylko dwóch lekarzy, ratując sytuację, zarząd placówki skierował tam do pracy ginekologa i chirurga. „Dalsza destrukcja etatów lekarskich na oddziale wewnętrznym (…) może skutkować jego likwidacją” – przestrzegły związki zawodowe lecznicy. Pacjenci już odczuli „dobrą zmianę” na internie – wielu jest kierowanych do Radomia lub Warszawy, bo obłożenie liczby łóżek na oddziale znacznie spadło.
To nie koniec, ponieważ z pracy odeszły również ordynator oddziału pediatrii oraz ordynator oddziału neurologii. Słyszy się też o kolejnych specjalistach, którzy planują zmianę miejsca zatrudnienia. – Ubywająca liczba lekarzy nas niepokoi, mijają tygodnie i w tej kwestii nie ma poprawy. Przecież szpital to przede wszystkim biały personel – mówi Walid Tennou.
– Kadrę oddziału buduje się latami, wszelkie zmiany w szpitalu powinny być prowadzone płynnie i delikatnie, bo inaczej odczują to pacjenci – komentuje doktor Binio.
Zdaniem radnych powiatowej opozycji, władze spółki skupiły się wyłącznie na rozbudowie administracji zamiast położyć nacisk na wykonanie około 30-milionowego kontraktu placówki.
– W spółce namnożyło się wiele nowych stanowisk, jest prezes i trzech dyrektorów. Nowe osoby zatrudniane są z klucza politycznego, bez kompetencji i przygotowania. Dyrektorem do spraw administracji został mąż radnej PiS Tereny Bednarskiej, który do tej pory nie pełnił funkcji kierowniczych. Awansowana na przygotowane dla niej stanowisko została żona pana wicestarosty Dariusza Piątkowskiego. Utworzono także specjalny etat dla osoby, która miałaby zająć się pozyskiwaniem funduszy unijnych, choć pani prezes twierdzi, że z takowych szpital nie planuje korzystać. Już nie wspomnę o zatrudnieniu dodatkowego mecenasa. To tylko kilka przykładów – wylicza radny Janusz Karbowiak. – Słyszy się, że to nie koniec tworzenia ciepłych posadek dla „swoich”. Dobrze by było gdyby działacze Grójeckiego PiS-u wsłuchali się w słowa prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który mówił niedawno "Musimy gorącym żelazem wypalić w urzędach i spółkach tych, którzy myślą tylko o sobie ".
A co jeśli na działania obecnych władz spółki zacznie brakować pieniędzy?
– Zarząd powiatu już przygotował wydzielenie działki z dwoma budynkami szpitalnymi- czyżby z zamiarem sprzedaży? - ocenia Krzysztof Ambroziak.
Franciszek Sierputowski
Za treść nadesłanych materiałów odpowiadają ich autorzy. Redakcja portalu Grojec24.net nie utożsamia się z treściami wszystkich opublikowanych materiałów. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za nadesłane materiały.