• Trakt Królewski w Grójcu
  • Nowa inwestycja w Grójcu: apartamenty przy ul. Piłkarska 5
  • Koszary Arche Hotel w Górze Kalwarii
  • Kostka Brukowa Grójec - Bruk Designer
  • Szkoła jazdy Manewr Ośrodek Szkolenia Kierowców Grójec

Czy ciało z realnym życiem ma prawo do adoracji?

Ilustracja portretowa Katarzyny Wasiak. Uśmiechnięta kobieta o krótkich, różowo-fioletowych włosach siedzi na czarnym wózku i patrzy wprost na odbiorcę.
  • Perfumeria Tanellis & Biżuteria - Grójec Pasaż Intermarche
  • Szyte wnętrza - sklep z żaluzjami i zasłonami
  • Klucz Serwis - dorabianie kluczy do drzwi i samochodów

„Nastroje” Jarosława Wasika w wykonaniu Magdaleny Kumorek są dla mnie filtrem społecznym. Pozwalają usłyszeć znacznie więcej niż opowieść o relacji dwóch osób. Odsłaniają drogę od „wspólnego bycia serc” do świata, który uczy ludzi oceniać siebie nawzajem jak oferty, a potem nazywa samotność wygodą, rozsądkiem albo świętym spokojem. W piosence relacja zaczyna się od obecności. Od dwojga ludzi, między których wchodzi klimat samotności, obaw, spojrzeń, czekania i nieobecnego cienia. To bardzo ważne przesunięcie, bo bycie serc mówi więcej niż sam rytm. Mówi o współobecności. O stanie, w którym drugi człowiek przestaje być bodźcem, opcją, obietnicą wygody albo ryzykiem do oszacowania. Staje się kimś, kto naprawdę wchodzi w przestrzeń życia.

Zanim pojawią się raporty o kryzysie więzi i samotności, utwór pokazuje coś pierwotnego: człowiek potrzebuje wspólnego bycia. Potrzebuje odpowiedzi. Głosu, który wraca. Spojrzenia, które zostaje dłużej niż ocena. Obecności, która pomaga ciału rozpoznać własne napięcie. Pragnienia, które dostaje adres. Czekania, które zachowuje godność i nie zostaje wyśmiane jako słabość. Relacja romantyczna dotyka miejsca, w którym człowiek czuje, że jego obecność naprawdę kogoś porusza. Człowiek chce być widziany jako całość: ciało, głos, myśl, seksualność, sprawczość, zmęczenie, ograniczenia, humor, złość, czułość i potrzeba bliskości. Wspólne bycie serc jest językiem takiej całości. Jest obecnością, nie ofertą. Odpowiedzią, nie formularzem. Spotkaniem, nie autoprezentacją.

„Nastroje” to tytuł piosenki i nazwa społecznego klimatu, który wchodzi między ludzi. „Nastroje, nie moje” brzmi jak zdanie kobiety, która odmawia przyjęcia na siebie całego ciężaru cudzej redukcji. Jeśli kobieta pragnie, kultura nazywa ją zbyt intensywną. Jeśli kobieta ma realne ciało, kultura robi z jej życia kłopot. Jeśli kobieta potrzebuje odpowiedzi, cudzy brak odwagi przybiera postać mroku, niepewności albo lirycznej wymówki. Ten klimat należy do świata, który przerzuca na kobietę własny lęk przed relacją.

Między dwoje ludzi wchodzi cała architektura życia: rodzina, mieszkanie, pieniądze, praca, ciało, rytm dnia, seksualność, przyszłość, zależność, plany, zasoby, lęki i granice. Relacja niesie ryzyko zawodu oraz ryzyko przebudowy świata. Ktoś wchodzi w cudze życie, a nie w estetyczny opis. Dotyka czasu, domu, ciała, czułości, logistyki i wyobrażeń o przyszłości. Kultura profilu udaje, że tego ciężaru da się uniknąć. Promuje osobę, która wygląda jak wybór o niskim ryzyku: dobre zdjęcie, mało ciężaru, czytelny sygnał, ciało gotowe do wyboru. Z życia robi się prezentację. Z pragnienia robi się komunikat. Z człowieka robi się formularz. Realny człowiek zawsze przekracza taki formularz. Ma ciało, zmęczenie, chorobę, rodzinę, wstyd, seksualność, potrzebę wsparcia, gniew, czułość i dni, które wymykają się atrakcyjnej narracji. Relacja romantyczna oddycha tam, gdzie ktoś zostaje przy tej całości. Przy osobie, a nie przy wygodnym fragmencie obrazu. Pytanie o relacje sięga głębiej niż lęk przed zranieniem. Brzmi: czy umiem przyjąć fakt, że cudze życie zmieni mój układ świata, i nie zamienić tej zmiany w zarzut wobec osoby, która mnie poruszyła?

Relacja przesunięta w stronę konsumpcji pożądania rozdziela ciało i historię, zachwyt i odpowiedzialność, pragnienie i osobę. Pożądanie jest żywe, cielesne i potrzebne. Prowadzi do ciekawości, rozmowy, gestu, adoracji, decyzji. Konsumpcja pożądania bierze obraz i napięcie, a zostawia człowieka z resztą jego prawdy: z dniem, ciałem, granicami, lękiem i potrzebą odpowiedzi. Człowiek staje się bodźcem. Samotność rośnie pośród wyboru.

Potrzebna jest inteligencja emocjonalna. Klasa jest jej widzialną formą, ale sam brak klasy nie unosi całej diagnozy. Głębiej działa brak zdolności rozpoznania, co dzieje się w drugim człowieku i co dzieje się we mnie wobec niego. Ktoś czuje zachwyt, pociąg, lęk, ciekawość albo napięcie i nie nadaje temu dojrzałej odpowiedzi. Własne poruszenie staje się cudzym ciężarem. Kobieta ma tłumaczyć swoją intensywność, ciało, potrzebę, pragnienie i realność, podczas gdy ktoś inny nie umie unieść własnego braku formy.

Klasa w relacji to sposób obchodzenia się z tym, co druga osoba w nas uruchomiła: z zachwytem, lękiem, pożądaniem, niepewnością, chęcią wejścia albo odejścia. To forma dla pragnienia. Człowiek z klasą bierze odpowiedzialność za własne poruszenie. Zachwyt dostaje rozmowę, gest albo decyzję. Lęk zostaje po stronie osoby, która go czuje. Pożądanie trafia do człowieka, zamiast zatrzymać się na obrazie.
Klasa faceta ma w tym tekście szczególne znaczenie, ponieważ każda relacja romantyczna sprawdza się w realności. Jeśli mężczyzna widzi kobietę całą, widzi także ciało, głos, wózek, asystencję, śmiech, zmęczenie, inteligencję, pragnienie, złość, granice, zmysłowość i rytm dnia. Widzi realność, która wykracza poza fantazję o łatwej relacji. Jego lęk przed tą realnością staje się jego pracą. Jego pożądanie dostaje formę odpowiedzi na osobę. Jego zachwyt dojrzewa do gestu, zamiast chować się za mrokiem.

Mrok staje się wygodnym słowem dla człowieka, który chroni własny lęk przed nazwaniem go. Kobieta zostaje z atmosferą, którą ma udźwignąć, z intensywnością, którą ma wyjaśnić, z pragnieniem, które ma schować, z ciałem, które ma uczynić mniej kłopotliwym. Klasa zaczyna się tam, gdzie człowiek przestaje robić z własnego napięcia cudzą winę. Jeśli zabrakło klasy, mrok nie wystarczy jako alibi.

Ciało wymagające wsparcia stawia na widoku to, co kultura wygładza zbyt szybko, czyli zależność, logistykę, asystencję, zmęczenie, rytm dnia, cudzą cierpliwość, pieniądze i granice. A jednak to samo ciało ma puls, atrakcyjność, erotyczność, inteligencję, humor i prawo do zachwytu. Jeśli kobieta z niepełnosprawnością chce relacji, domaga się uznania oczywistości: ciało z realnym życiem nadal jest ciałem wartym pragnienia, adoracji i wyboru.

W doświadczeniu osoby z niepełnosprawnością — choć nie tylko w nim — architektura życia odsłania się bez miękkiego filtra. Relacja dotyka ciała, mieszkania, czasu, zasobów, cudzej cierpliwości, społecznego wsparcia i lęku przed zależnością. Dlatego kultura profilu tak szybko zamienia ciało w ryzyko. A przecież relacja z każdym człowiekiem zmienia architekturę życia. OZN zdejmują zasłonę z tego, co w innych relacjach kultura ukrywa pod fantazją łatwości.

Jeśli kobieta funkcjonuje dobrze, jej sprawczość nie kasuje potrzeby bliskości. Jeśli jej funkcjonowanie jest utrudnione, jej ciało nie staje się powodem do wykluczenia pragnienia relacji romantycznej. W obu sytuacjach odpowiedzialność za odczłowieczającą logikę produktu leży po stronie kultury, która uczy ludzi oceniać życie jak ofertę. Kobieta nie ma stawać się produktem łatwiejszym do sprzedania, żeby zasłużyć na czyjąś dojrzałość.

Samowystarczalność organizuje życie; wzajemność tworzy więź. Adoracja jest odpowiedzią człowieka na cechy, koszty i warunki wejścia do relacji. Jest uznaniem prawa do bycia wybraną, a nie nagrodą za łatwe życie. Jeśli kobieta ma realne ciało, rytm dnia, asystencję, zmęczenie, seksualność, głos, śmiech, lęk, sprawczość i pragnienie, adoracja nie wybiera z niej wygodnego fragmentu. Widzi całość. Wobec całości bierze odpowiedzialność za zachwyt.

Produkt ma wyglądać korzystnie. Osoba ma zostać zobaczona prawdziwie.

Społeczny odruch odbierania kobiecie prawa do wyboru i adoracji ujawnia się także w pytaniu: „Jaki to ma sens, skoro kobieta potrafi być sama?”. Brzmi ono praktycznie, lecz w środku przesuwa kobietę z pozycji osoby pragnącej do pozycji osoby ocenianej. Jeśli daje sobie radę, ma nie potrzebować. Jeśli wymaga wsparcia, ma nie oczekiwać wyboru. W obu wariantach znika prawo do bycia chcianą bez usprawiedliwiania własnego życia. Zostaje kalkulacja cudzej wygody.

To szersza odpowiedź społeczna na pytanie o epidemię samotności. Samotność rośnie tam, gdzie brakuje inteligencji emocjonalnej do prostych rzeczy: do rozpoznania, że osoba nadal tęskni; że ciało wymagające wsparcia nadal jest atrakcyjne; że kobieta, która umie być sama, nadal chce zostać wybrana; że pożądanie wymaga formy; że zachwyt bez odpowiedzialności zostawia po sobie pustkę.

Samodzielność organizuje życie. Wspólne bycie serc odpowiada na potrzebę bycia wybraną. Sprawczość prowadzi do wyboru. Wybór prowadzi do miłości. Jeśli kobieta jest silna, jej siła nie anuluje ciała. Jeśli działa, jej działanie nie wymazuje pragnienia. Jeśli potrafi być sama, samotność nie staje się jej moralnym obowiązkiem. Natomiast promowanie singielstwa jako wyboru zaczyna działać jak społeczna obrona przed trudną relacją. Kultura, która traci inteligencję emocjonalną, przedstawia samotność jako komfort, a relację jako naruszenie wygody. Człowiek ma wybierać szybko, porównawczo, z myślą o kosztach, bez wejścia w pełną architekturę czyjegoś życia. Taki wybór udaje dojrzałość, a w środku niesie selekcję ludzi jak produktów: kto pasuje do planu, kto wnosi mało ryzyka, kto nie naruszy mojego rytmu, kto nie zmusi mnie do odpowiedzi, kto wygląda na łatwego do życia.

Zmiana serc „na cztery” brzmi jak opis napięcia: pragnienie, ciało, społeczeństwo i kalkulacja nawarstwiają się. Człowiek chce obecności. Ciało wnosi realność. Społeczeństwo wnosi Nastroje. Kalkulacja pyta o koszt wejścia. Kalkulacja przejmuje prowadzenie i relacja traci oddech. Ludzie oceniają przed zobaczeniem. Porównują przed usłyszeniem. Sprzedają siebie przed spotkaniem.

Handel ludzkimi uczuciami rośnie z kultury, która uczy wystawiać siebie; z konsumpcji pożądania, która bierze napięcie i zostawia osobę z poczuciem pustki. Wyrasta też z braku inteligencji emocjonalnej, który zamienia cudze pragnienie w kłopot. Z lęku przed architekturą życia, który myli realność z kosztem; z nastrojów przerzuconych na kobietę, jakby to ona była źródłem cudzego mroku; z wygodnego singielstwa sprzedawanego jako wyższa forma rozsądku. Na końcu widać nazwę procesu, który pracował od pierwszych zdań: od dawna handlujemy tym, co wymagało dojrzałości, obecności, zachwytu, troski i wspólnego bycia.

Demografia domyka diagnozę. Starzenie, choroba, niepełnosprawność, samotność i potrzeba wsparcia tworzą realny horyzont wspólnego życia. Świat, który uczy ludzi wybierać wyłącznie osoby najłatwiejsze do zaprezentowania, buduje samotność jako system. Miłość oparta na fantazji człowieka bez ciężaru nie przygotowuje nikogo do realnej bliskości. Relacje wymagają większej inteligencji emocjonalnej, większej zgody na ciało i większej klasy wobec pragnienia.

„Nastroje” brzmią jak filtr, przez który widać cenę zamiany. Z romantyczności powstał rynek. Z rozsądku powstał kalkulator. Z mroku powstała wymówka. Z kobiecego pragnienia kłopot. A nadal odsłania się prostszy porządek: bycie serc, dwoje ludzi, westchnienie, czekanie. Ludzie potrzebują czegoś więcej niż dobrej prezentacji. Potrzebują relacji, w której pragnienie ma formę, zachwyt ma odpowiedzialność, a ciało z realnym życiem nadal jest widziane jako ciało warte adoracji.

Katarzyna Wasiak





  • Recepta online - zamów przez internet na e-recepta.net
  • Marek Kwieciński - Twój agent ubezpieczeniowy z Grójca

Najnowsze






Popularne





  • Miejsce na Twoją reklamę

Ostatnie komentarze







Ogłoszenia